06. Integracja cudzoziemców z uzyskaną ochroną międzynarodową

Integracja cudzoziemców z uzyskaną na terenie Polski ochroną jest zagadnieniem planowanym i koordynowanym centralnie przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Jednak jest to proces mający szczególnie istotny wymiar lokalny, realizowany przez lokalne instytucje i w społecznościach lokalnych. Podstawowym narzędziem integracji cudzoziemców z uzyskaną ochroną (status uchodźcy i ochrona uzupełniająca) są Indywidualne Programy Integracyjne (IPI) realizowane przez Miejskie Ośrodki Pomocy Rodzinie (MOPR) lub Powiatowe Centra Pomocy Rodzinie (PCPR). Dla powodzenia procesu integracyjnego program powinien również zakładać włączenie do tego działania kluczowych instytucji społecznych w 4 obszarach: społeczność lokalna, edukacja, rynek pracy oraz instytucje pomocowe. Kluczowe instytucje dla procesu integracji cudzoziemców z uzyskaną ochroną przedstawia poniższy schemat.

Schemat 2. Kluczowe instytucje w obszarze integracji cudzoziemców.

10

Źródło: Opracowanie własne

Od poziomu przygotowania tych instytucji do pracy z cudzoziemcami, przepływu wiedzy i informacji pomiędzy poszczególnymi poziomami władz publicznych oraz przygotowania lokalnych społeczności zależy w dużej mierze efektywność rozwiązań integracyjnych.

Jak dotąd wymiar lokalny integracji cudzoziemców przejawia się jedynie w formie rekomendacji między innymi w dokumencie „Polityka migracyjna Polski — stan obecny i postulowane działania”. Nie ma to przełożenia na praktyczne rozwiązania przygotowujące instytucje poziomu lokalnego do realizacji działań integracyjnych czy wspierających je w tych działaniach. Na niski poziom przygotowania lokalnych instytucji oraz społeczności lokalnych na przyjęcie cudzoziemców wskazuje jeden z respondentów — pracownik organizacji pozarządowej:

O ile jeszcze osoby, które znajdują się w ośrodkach, są zaopiekowane, to działa dosyć sprawnie, częściowo niedoskonale, ale działa sprawnie. Są psycholodzy, dostęp do lekarzy, dzieci chodzą do szkół, nie chodzą głodni, mają tu jakieś ubrania, podręczniki, więc to w jakiś sposób działa. Ale już potem, kiedy wyjdą, to ani urzędy, ani szkoły, ani władze samorządowe, a tym bardziej społeczeństwo polskie nie jest przygotowane do kontaktu z cudzoziemcem.

Brak systemowego rozwiązania w zakresie przygotowania instytucji do pracy z cudzoziemcami dotyczy wszystkich obszarów poziomu lokalnego. Lukę tę starają się wypełnić organizacje pozarządowe: organizując szkolenia dla pracowników instytucji publicznych z zakresu pracy z klientem cudzoziemcem, wspierając szkoleniowo i merytorycznie szkoły, do których uczęszczają uczniowie cudzoziemscy czy też inicjując powstanie lokalnych zespołów zajmujących się kwestią integracji uchodźców.

Przygotowanie instytucji

Nadanie kluczowej roli w procesie integracji uchodźców w Polsce poziomowi lokalnemu, przewiduje między innymi dokument „Polityka migracyjna Polski — stan obecny i postulowane działania”. Kierunek ten jest jak najbardziej zasadny, tym bardziej, że to na styku cudzoziemiec–urzędnik pojawiają się konkretne, wymagające rozwiązania, problemy. Jednak warto postawić zasadnicze pytanie: czy instytucje, szczególnie na szczeblu lokalnym, są gotowe do pracy z cudzoziemcami? Kwestia szeroko pojętego przygotowania instytucji nie dotyczy, jak się przekonamy, jedynie zabezpieczenia finansowego pewnych działań czy przeszkolenia merytorycznego pracowników. Choć są to problemy bardzo istotne z poziomu funkcjonowania instytucji, wydaje się, że aby prowadzić skuteczną i efektywną pracę z cudzoziemcami potrzebne są zmiany (formalne bądź nieformalne) we współpracy międzyinstytucjonalnej.

Instytucje zaangażowane w proces przyjmowania i integracji cudzoziemców starających się o uzyskanie statusu ochrony międzynarodowej z mocy ustawy to przede wszystkim Straż Graniczna, Urząd do Spraw Cudzoziemców, ośrodki recepcyjne i pobytowe dla cudzoziemców, Powiatowe Centra Pomocy Rodzinie lub Miejskie Ośrodki Pomocy Rodzinie w miastach na prawach powiatu oraz urzędy wojewódzkie. Poziom przygotowania tych instytucji do pracy z cudzoziemcami jest zróżnicowany. Wynika to w dużej mierze z obowiązków i zakresu działań, które realizuje dana instytucja na rzecz cudzoziemców, ale również, co jest naturalne, z doświadczeń w pracy z cudzoziemcami. Brak doświadczenia oraz brak strategii działań ukierunkowanych na osoby odmienne kulturowo z jednej strony stanowi wyraźny, komunikowany przez przedstawicieli instytucji problem, z drugiej jednak strony utwierdza w przekonaniu, że „jakoś to będzie”, że jeżeli instytucja do tej pory radziła sobie w pojedynczych przypadkach, to poradzi sobie z sytuacją pomocy cudzoziemcom kolejnym razem.

Takie podejście do problemu jest symptomatyczne szczególnie dla instytucji funkcjonujących w gminach, w których odsetek uchodźców, osób starających się o uzyskanie takiego statusu czy w ogóle cudzoziemców jest niewielki lub takich osób nie ma wcale. Wydaje się, że reprezentowane stanowisko możemy sprowadzić do następującego założenia: jeżeli nie ma cudzoziemców, to nie ma potrzeby, aby podejmować jakiekolwiek działania przygotowujące. Przyjęcie takiego stanowiska stawia instytucje w pozycji jednostek reakcyjnych, a nie tych, które świadomie antycypują rzeczywistość i mierzą się z problemami.

Wychodzili z założenia, że skoro nie ma uchodźców, nie stykają się z uchodźcami to nie ma sensu o tym rozmawiać […]. WUP i wojewódzkie instytucje średnio mają ochotę, żeby coś w tym temacie robić. Problem jest kiedy grupa 20 Syryjczyków trafia do Torunia i wtedy jest wielka panika co z nimi robić.

Takie podejście jest charakterystyczne dla instytucji lokalnych wyższego szczebla, które nie są bezpośrednio zaangażowane w pomoc osobom starającym się o uzyskanie statusu ochrony międzynarodowej lub z takim statusem, np. urzędów wojewódzkich lub starostw. Instytucje te zazwyczaj nie mają bezpośredniego kontaktu z cudzoziemcami, są odpowiedzialne za wydawanie konkretnych decyzji, udzielanie odpowiedzi. Z tej perspektywy nie mają potrzeby poszerzać swojej wiedzy i zakresu obowiązków w obszarze pomocy cudzoziemcom, skoro dobrze realizują swoje obowiązki wynikające z ustawy.

Zupełnie odmienne stanowisko reprezentują instytucje bezpośrednio pracujące z cudzoziemcami, np. PCPR, MOPR, urzędy gmin, ośrodki pobytowe dla cudzoziemców. Przedstawiciele tych instytucji wskazują, że nie są dostatecznie przygotowani do pracy z uchodźcami i cudzoziemcami oraz dostrzegają konieczność zdobywania odpowiednich kwalifikacji i podejmują działania przygotowawcze.

Ja myślę, że myśmy się sami na tyle przygotowali. Nikt nas nigdy nie szkolił. Nikt nas nigdy nie zaprosił. Przynajmniej ja nigdy nie byłam na takim spotkaniu, gdzie nam wskazano jak powinniśmy postępować z uchodźcami. Myśmy się sami wszyscy tego uczyli. Szkoła uczyła się tego sama. Myślę, że tak będzie nadal, że my po prostu zostaniemy postawieni przed faktem dokonanym. Ci uchodźcy tu przyjdą i się sami do tego przygotujemy.

Czynniki wpływające na przygotowanie instytucji

Jedną z głównych trudności, którą diagnozują przedstawiciele instytucji w pracy z cudzoziemcami jest problem w komunikacji. Rekomendowane rozwiązania, które mogłyby zmniejszyć barierę językową wcale nie dotyczą, zdaniem badanych, nauki języków obcych przez urzędników. Jednym z rozwiązań byłoby stworzenie bazy dostępnych tłumaczy języków, którymi najczęściej posługują się cudzoziemcy i korzystanie z ich pomocy w razie potrzeb. Z jednej strony wydaje się to być działaniem doraźnym, z drugiej może zapewnić skuteczność udzielanej pomocy.

Urzędy zgłaszały podstawowe takie właśnie postulaty, wnioski, ze brakuje im szkoleń w tym zakresie. Ale głównie przewidują bariery językowe. To jako podstawowy element był zgłaszany problem komunikacji.

Rozwiązaniem tego problemu mogłoby być zatrudnienie asystenta międzykulturowego pochodzącego ze środowiska cudzoziemców, np. osoby, która uzyskała status ochrony międzynarodowej i mieszka w danej gminie. Jej podstawowym zadaniem byłoby wsparcie w kontaktach pomiędzy urzędnikami a cudzoziemcami. Takie rozwiązanie stosowane jest od kilku lat z powodzeniem w Lublinie. W Łomży i w Warszawie pomoc takiego asystenta zapewnia współpraca z organizacją pozarządową. Zwróćmy uwagę, że asystent w tym przypadku nie pełni jedynie roli tłumacza, a bardzo często jest również łącznikiem między dwoma obcymi światami.

Kolejną istotną kwestią wpływającą na pracę przedstawicieli instytucji z uchodźcami i cudzoziemcami jest wiedza i przygotowanie merytoryczne. Zaangażowanie w zdobywanie wiedzy z zakresu współpracy z cudzoziemcami bardzo często jest wynikiem indywidualnej inicjatywy pracownika instytucji. Jak wspominano wcześniej, często dopiero bezpośrednie zetknięcie z problemem jest motywacją do zdobywania wiedzy na dany temat oraz do poszukiwania informacji. Po raz kolejny mocno zarysowuje się podejście do pracy z cudzoziemcami w instytucjach — w dużej mierze wiedza na ten temat jest pozyskiwana jako reakcja na zaistniały problem. Instytucje nie podejmują działań strategicznych, które mogłyby przygotować pracowników do trudnych, nietypowych sytuacji. Z jednej strony wiemy, jak wieloma zadaniami obciążeni są pracownicy instytucji publicznych, z drugiej jednak mamy świadomość, że uchodźcy i cudzoziemcy to rosnąca grupa mieszkańców Europy, w tym także Polski. W którymś momencie należy zacząć również myśleć o potrzebach tej grupy osób i o sposobach współpracy z nią.

Oczywiście, to był brak jakiegokolwiek wsparcia. Ja powiem tak, że w momencie, kiedy w szkołach pojawili się uchodźcy, nie było im w stanie pomóc państwo jako instytucja, ministerstwo absolutnie […]. Okazało się, że oni pomoc uzyskali, właściwie sami znaleźli, przez kontakt ze szkołą, bodaj z Lubelszczyzny, która troszeczkę szybciej uzyskała doświadczenie. Poza tym, do nich same zgłosiły się ze wsparciem osoby z Polskiej Akcji Humanitarnej i w momencie, kiedy ten problem zaczął się rozwijać, czyli pojawiło się więcej uchodźców, więcej ośrodków i więcej szkół, to samo ministerstwo zwracało się do nich jako pośrednik wskazujący ich jako źródło pomocy dla tych nowych, którzy mieli się z tym zmagać.

Czy to oznacza, że przedstawiciele instytucji nie widzą potrzeby zdobywania wiedzy w zakresie pracy z osobami odmiennymi kulturowo? Zdecydowanie nie. Osoby, które mają doświadczenie w pracy z cudzoziemcami mają pełną świadomość, że samo skomunikowanie się z takim beneficjentem nie jest wystarczające, że konieczna jest wiedza o różnicach kulturowych, szczególnie tych odpowiedzialnych za rodzące się konflikty w środowisku wielokulturowym.

Uważam, że potrzebujemy szkoleń, z zakresu nawet kulturowego, zachowania się wobec osób, które do nas przyjeżdżają. […] musimy dostać wsparcie z administracji rządowej, żeby nas przygotować pod względem kadrowym i szkoleniowym.

Jest to ważne, ponieważ zdobyta wiedza może również pomóc w przełamaniu stereotypów myślowych na temat uchodźców, których nie kryją sami urzędnicy. Szkolenia w tym zakresie, głównie dzięki działaniom organizacji pozarządowych, stają się coraz bardziej dostępne. Same instytucje publiczne, np. Wojewódzki Urząd Pracy (kujawsko-pomorski) również zaczynają dostrzegać potrzebę i organizują takie szkolenia dla swoich pracowników.

Koleżanka ukończyła kurs, zdała egzamin, więc teraz jesteśmy we dwie na całe województwo kujawsko-pomorskie jako trenerki wielokulturowości.

Podejście do obecności uchodźców na poziomie lokalnym, jako wspólnego wyzwania dla instytucji publicznych i organizacji pozarządowych, jest jednym z warunków realizowania efektywnych działań.

Ja uważam, że skoro problem uchodźców powstał, no są uchodźcy i trzeba mieć wiedzę na ten temat. Zarówno w organizacjach, jak i wśród urzędników, którzy będą współpracowali z organizacjami. […] To mogłyby być wspólne szkolenia. Przedstawiciele organizacji i np. pracownicy z administracji z województwa, z gmin i z powiatu.

Innym zagadnieniem wpływającym na przygotowanie instytucji do pracy z cudzoziemcami jest słaby dostęp do informacji i znikomy poziom wymiany informacji między różnymi podmiotami zaangażowanymi w pracę z cudzoziemcami i uchodźcami. W dużym stopniu uniemożliwia to planowanie działań i niejako zmusza instytucje do działań reakcyjnych. Badani przedstawiciele instytucji często wskazywali, że nie otrzymują podstawowych informacji, dotyczących np. prawdopodobnej liczby osób, które będą chciały osiedlić się w gminie, liczby osób chcących realizować Indywidualny Program Integracyjny, liczby dzieci mających uczęszczać do szkoły. Wymiana informacji następuje wtedy, gdy instytucje zajmują się sprawą konkretnej osoby. Wtedy PCPR kontaktują się z urzędami wojewódzkimi w celu ustalenia zakresu IPI, dyrektorzy szkół kontaktują się z gminami, aby wystąpić o dodatkowe środki na naukę języka polskiego dla dzieci cudzoziemskich czy możliwość zatrudnienia asystenta.

Takie typowo polskie nasze „jakoś to będzie”, dorywczo działamy, na szybkiego. Ja myślę, że brakuje u nas takiego przewidywania, planowania.

Brakuje natomiast wymiany informacji i współpracy jako rozwiązania systemowego, wspólnego i wzajemnego przygotowywania się instytucji do sytuacji, z którą będą musiały się zmierzyć.

Do nas nie przychodzą oficjalne pisma w sprawie nowych grup. Jak znam przepisy, to będzie tak, że jeżeli proces się zakończy, to ten człowiek do nas przyjdzie. Ma 60 dni na złożenie wniosku. Gdyby ktoś podjął decyzję, żeby nam dać wcześniej znać, że tu się chce tylu ludzi osiedlić, to byłoby dobrze.

W miastach, w których cudzoziemcy stanowią znaczny odsetek mieszkańców, przedstawiciele różnych instytucji sami dostrzegają potrzebę bieżącej wymiany informacji i wspólnego rozwiązywania problemów. Często powoływane są nieformalne gremia, w których pracują przedstawiciele instytucji zaangażowanych w działania na rzecz uchodźców i cudzoziemców. System takiej międzyinstytucjonalnej współpracy jest mocno rozwinięty w Warszawie, Lublinie, a ostatnio w Gdańsku. Inicjatywy takie często podejmowane są także przez organizacje pozarządowe działające w tym obszarze.

Ideałem byłyby jakieś spotkania, które byłyby organizowane w jakimś przedziale czasowym, na przykład raz w miesiącu lub raz na kwartał […]. Postulowaliśmy o to mocno w Łomży, żeby zbierała się grupa osób, przedstawicieli MOPSu, Urzędów Pracy, szkół.

Warto wrócić do tezy zarysowanej na początku. Obowiązujące, wynikające z ustawy założenia systemu nie wystarczają do jego sprawnego funkcjonowania. Wydaje się, że w tym szczególnym obszarze, często trudnym i nieznanym, konieczne jest zaangażowanie instytucji i dostrzeżenie, w czymś co wydaje się być problemem, potencjału.

Pewnie, że są uprzedzenia, opory, różne zachowania ludzi. Ale generalnie jest też otwartość urzędników. I tu też jest trochę inaczej, tu nie można być zwykłym urzędnikiem.

W urzędach, szczególnie w takich miejscach, gdzie jest wysoka rotacja pracowników nie każdy pracownik orientuje się w przepisach dotyczących uchodźców. Czasem po prostu nawet nie chcą się zagłębiać, uznając ten problem za taki ułamkowy.

Pojawia się także kluczowa kwestia zmian systemowych dotyczących zwiększenia liczby etatów i finansów w obszarze pracy z uchodźcami i cudzoziemcami. Obecnie efektywna pomoc bez dodatkowych źródeł wsparcia jest niemożliwa. Szczególnie w miejscach, gdzie liczba osób potrzebujących wsparcia jest duża, zasoby są niewystarczające. Pewnym rozwiązaniem są np. środki z konkursów z Funduszu Azylu, Migracji i Integracji (FAMI).

Konkluzja dotycząca przeprowadzonych wywiadów z osobami z przyznaną ochroną międzynarodową lub osobami ze statusem uchodźcy nie jest optymistyczna. Instytucje nie są przygotowane do pracy z cudzoziemcami. Najczęstszym problemem jest brak skutecznych procedur udzielania wsparcia i bariera komunikacyjna. Instytucje nie wychodzą również „naprzeciw” cudzoziemcom, którzy często nie są poinformowani, gdzie mogą zgłosić się z konkretną sprawą, problemem, gdzie znajduje się dana instytucja i z kim mają rozmawiać. W wielu przypadkach gdyby nie pomoc wcześniej zamieszkałej w danym miejscu rodziny czy znajomych nasi rozmówcy nie wiedzieliby jak poruszać się w systemie administracyjnym, skąd uzyskać pomoc, informacje. Bardzo często takimi pośrednikami w kontaktach między instytucjami stają się organizacje pozarządowe, które same niejako „wyłapują” osiedlających się cudzoziemców.

Oczywiście mój brat nam pomagał we wszystkim. Na przykład w tłumaczeniu. Czasem musieliśmy rozmawiać z Urzędem do Spraw Cudzoziemców w Warszawie. Na przykład nie powiedziano nam jak uzyskać dokumenty, dostaliśmy decyzję i nie wiedzieliśmy co musimy zrobić dalej, więc mój brat zadzwonił do Urzędu. Dowiedział się szczegółów, gdzie, co i jak uzyskać dowód osobisty i paszport. Pojechaliśmy do Warszawy, żeby aplikować o dokumenty i mój brat pojechał z nami, bo nie ma w urzędzie tłumacza. W innych krajach uchodźca nie potrzebuje nikogo do pomocy. Tłumaczą telefonicznie. Urzędnik dzwoni do centrum tłumaczeń, wybiera odpowiedni język i tłumacz uczestniczy w rozmowie, tłumaczy przez telefon konferencyjny.

Uchodźcy i cudzoziemcy starający się o uzyskanie takiego statusu zwracali uwagę, że często powodzenie w ich sprawach zależało od tego, kto był po drugiej stronie. To zaangażowanie poszczególnych pracowników w ich jednostkowe przypadki i problemy często była determinantą rozwiązania któregoś z problemów. Można by powiedzieć z przekąsem, że szczęśliwie cudzoziemcom pomagają pracownicy ośrodków pomocowych, osoby często uwrażliwione społecznie i zaangażowane w swoją pracę.

Cudzoziemcy wskazują często na podobne potrzeby, które artykułują przedstawiciele instytucji. Podstawową kwestią jest komunikacja i przekazywanie informacji o tym, jak działa system, jakie mają prawa i obowiązki, co mogą załatwić w jakiej instytucji, do kogo mogą zwrócić się o pomoc.

Najpierw problemem jest dowiedzieć się, gdzie są potrzebne instytucje, Urząd Pracy, MOPR, przychodnia, jak do tych miejsc dojechać, znaleźć mieszkanie. Jak się nie zna języka to jest to duży problem, bo wszystko jest po polsku.

Schemat 3. Bariery w realizacji działań integracyjnych skierowanych do uchodźców na poziomie instytucjonalnym.

11

Źródło: opracowanie własne

Niewątpliwie nasilenie dyskursu migracyjnego w debacie publicznej, obnażyło nieprzygotowanie lokalnych instytucji w tym zakresie. Zastanawiająca jest natomiast gotowość instytucji do wchodzenia w obszar związany z przyjmowaniem i integracją cudzoziemców. Wiemy, że instytucje dostrzegają potrzebę poszerzenia swojej wiedzy na ten temat. Kluczowa natomiast gotowość polityczna i instytucjonalna, odpowiedzialność za przygotowanie się do pracy z uchodźcami nie wybrzmiewa wśród naszych rozmówców.

Indywidualny program integracji

Pomoc integracyjna skierowana do cudzoziemców jest realizowana w ramach Indywidualnego Programu Integracji (IPI), uzgodnionego między powiatowym centrum pomocy rodzinie a cudzoziemcem, który otrzyma status ochrony międzynarodowej. Pracownik socjalny PCPR (bądź MOPR w przypadku miast na prawach powiatu) przeprowadza tzw. wywiad środowiskowy z cudzoziemcem i jego rodziną, a następnie wspólnie z nim konstruuje IPI. Program określa wysokość, zakres i formy pomocy integracyjnej oraz wzajemne zobowiązania cudzoziemca i pracownika PCPR.

Indywidualny Program Integracji trwa 12 miesięcy. Jego zakończenie oznacza zaprzestanie jakichkolwiek działań wspierających cudzoziemca w pobycie na terenie Polski, który od tej pory funkcjonuje na takich samych zasadach jak obywatele polscy w zakresie dostępu do świadczeń społecznych, rynku pracy, edukacji.

Programy integracyjne są tak skonstruowane, że dają możliwość realnego zintegrowania się tylko nielicznym cudzoziemcom, którzy już na starcie mają większe szanse, np. osobom z Białorusi lub Ukrainy. Decydujące wydaje się w tym przypadku podobieństwo kulturowe i językowe wpływające na łatwość nauki języka polskiego i przebieg całego procesu integracji. Zastrzeżeń do założeń IPI jest wiele, najpierw jednak spróbujmy spojrzeć całościowo na tę formę pomocy.

Ważne jest, że program ma charakter indywidualnego kontraktu, który poza pewnymi sztywnymi założeniami (wysokość dofinansowania, obowiązkowe lekcje języka polskiego) daje dużą dowolność ustaleń między cudzoziemcem a pracownikiem PCPR. Oznacza to, że pracownik może współdecydować o treści programu i na podstawie rozpoznania sytuacji stwierdzić i ustalić, co konkretnej osobie w danym czasie jest najbardziej potrzebne. Jednak praktyka pokazuje, iż na jakikolwiek poziom indywidualizacji pracy z cudzoziemcem mogą sobie pozwolić jedynie pracownicy mający duże doświadczenie w tym zakresie. Przyglądając się założeniom IPI można stwierdzić, że dotyczą one jedynie kwestii socjalno-bytowych. Działania skierowane na integrację obejmują właściwie jedynie naukę języka polskiego.

Otrzymują kolejne pieniądze i przez kolejne lata nic nie robią i nikt nie myśli o tym, żeby ich naprawdę zintegrować, żeby ich nauczyć pracy i życia u nas. Uczą się tylko tak naprawdę języka polskiego i na tym koniec. Tak wygląda ta integracja. Przez te wszystkie lata jak obserwuję te rodziny, osoby, które u nas korzystają, one są tylko zintegrowane językowo. Znają język polski i nic więcej. Nie potrafią się poruszać w ogóle po instytucjach, szukać pracy i tak dalej.

Z doświadczeń pracowników realizujących IPI wynika, że aby program był skuteczny i przynosił efekty trzeba wyjść poza paragrafy ustawowe. Stosowaną praktyką jest podjęcie współpracy z organizacjami pozarządowymi bądź realizacja projektu ze środków zewnętrznych, który gwarantowałby dodatkowe wsparcie. Pewnym rozwiązaniem jest także ubieganie się o zasiłek celowy, który można przeznaczyć na konkretne działanie, np. na kurs zawodowy dla osoby realizującej IPI.

Programy nie kładą nacisku na realną aktywizację cudzoziemców. Na aktywne formy poszukiwania pracy z pomocą doradcy zawodowego, szkoleniami jak pisać CV, gdzie szukać pracy, na działania integrujące z lokalną społecznością.

Po raz kolejny pewne systemowe rozwiązania możemy sprowadzić do osób, które te zapisy realizują. Często zaangażowany i doświadczony pracownik socjalny jest w stanie zapewnić lepsze wsparcie uchodźcy niż ten podążający tylko za procedurą. Każdorazowo wiąże się to jednak z dodatkowym zaangażowaniem urzędników, wypracowywaniem wewnętrznych rozwiązań usprawniających istniejące procedury i często wykorzystywaniem pewnych luk w przepisach dotyczących realizacji IPI.

Procedura rozpoczęcia i prowadzenia IPI w pewnym sensie wymusza na jednostkach realizujących wypracowanie wewnętrznych zasad umożliwiających sprawniejszą realizację programu. Warszawskie Centrum Pomocy Rodzinie (WCPR) przyjęło wewnętrzną procedurę, według której program zostaje uruchomiony jeszcze przed skompletowaniem dokumentacji. IPI zostaje wdrażany, a w międzyczasie dopełniane są wszystkie formalności. Podobnie WCPR rozwiązuje kwestie związane z wypłacaniem dofinansowania cudzoziemcom, które przysługuje im w ramach IPI. Od momentu uruchomienia programu zazwyczaj pierwsze środki cudzoziemiec otrzymuje po kilku miesiącach. W tym czasie musi jednak opłacać mieszkanie i się utrzymać. WCPR kontraktuje na ten cel pewną pulę pieniędzy na podstawie statystyk liczby cudzoziemców realizujących programy z lat ubiegłych, które wypłaca cudzoziemcom w formie swoistej pożyczki zanim otrzymają środki właściwe. Oczywiście można powiedzieć, że jest to perspektywa Warszawy, która może pozwolić sobie na takie rozwiązania ze względu na dużą liczbę cudzoziemców. Jednak czy zasadne jest, aby instytucja, która chociaż raz realizowała z cudzoziemcem IPI, nie wypracowywała wewnętrznych procedur postępowania? Niestety w miastach, gdzie doświadczenia w realizacji IPI przez MOPR jest bardzo ograniczone, pojawienie się uchodźcy staje się problemem:

MOPR jest każdorazowo zaskoczony obecnością uchodźców i wypracowuje sobie procedury zupełnie od nowa.

Zauważalny jest również ciągły brak współpracy pomiędzy kluczowymi instytucjami w zakresie realizacji działań integracyjnych.

Trzeba zacząć przede wszystkim od tego żeby te instytucje zaczęły się ze sobą kontaktować. Jeśli nie zbuduje się trwałych rozwiązań i całościowego podejścia do tematu to niewiele z tego wyniknie, bo ludzie się zmieniają. I jeśli nawet osoby odpowiedzialne za realizację danej polityki coś ustalą dziś, to jutro może to być już nieaktualne, bo zmieni się dyrektor, wojewoda… Nie ma rozwiązań, które by narzucały cały model.

Kolejną kwestią związaną z ogólnym funkcjonowaniem Indywidualnych Programów Integracji jest ich monitoring i ewaluacja. Możemy powiedzieć, że właściwie nikt nie monitoruje efektów IPI. Instytucje mają kontakt z zakontraktowanymi cudzoziemcami jedynie na etapie realizacji programu. Nie ma formalnej ścieżki przepływu informacji, a instytucje nie mają narzędzi do monitoringu i badania efektów programów. Nawet Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej odpowiada jedynie za dozorowanie realizacji IPI zgodnie z ustawą:

W naszych kompetencjach jest prowadzenie programów integracyjnych, jako że to wszystko się dzieje na szczeblu lokalnym i powiatowym, więc my to wyłącznie dozorujemy. Nawet nie merytorycznie […], my tylko przekazujemy środki, monitorujemy wykonanie ustawy i tyle.

Niewiele jest podmiotów, które utrzymują kontakt z cudzoziemcem po zakończeniu IPI. Odwrotnym doświadczeniem w tym zakresie może pochwalić się natomiast wspomniany już WCPR. Wielu zaangażowanych pracowników jest w stanie ocenić efektywność swojej pracy dzięki nieformalnie utrzymywanym kontaktom. Zasmucające jest jednak to, że nikt tych informacji nie zbiera, nikt nie wymaga od urzędników prowadzenia ewaluacji działań związanych z integrowaniem cudzoziemców.

Kończy się program, my utrzymujemy z tą osobą kontakt. Wiedzą, że zawsze mogą przyjść, mają nasze telefony. Przychodzą, wracają po latach, angażują się w pomoc kolejnym osobom i wykazują się otwartością.

Przedstawiając kwestię jednego z narzędzi służących integracji cudzoziemców w Polsce próbujemy wskazać, że aby dobrze realizować IPI, trzeba poświęcić na to czas. Tutaj powracamy do kwestii rozwiązań systemowych polityki migracyjnej, które nie są wystarczające. Ustawodawca projektując IPI przewidział środki na wsparcie samych cudzoziemców, nie przewidział ich natomiast na dodatkowe wsparcie instytucji, które te programy realizują. Z tego względu, jak podnoszą przedstawiciele instytucji pomocowych, często ich działania zamykają się jedynie w ramach tego, co muszą, czyli kwestii nałożonych ustawą, a niekoniecznie skupiają się na zdiagnozowanych potrzebach cudzoziemca.

W mojej ocenie proces jest przypisany powiatowi. Otrzymujemy środki na te programy integracyjne, nie otrzymujemy środków na osoby, które realizują te programy, a to też jest zadanie zlecone. Długo korespondowaliśmy, że powinniśmy mieć etat, bo jeśli to robić, to dobrze. Kwestia rozmowy, socjalne, kwestia monitoringu, nawet wspierania ich w instytucjach, ale nie możemy tego robić, a jeśli to robimy, to tylko w bardzo ograniczonym zakresie, fizycznie to jest niemożliwe.

Rozwiązaniem wpływającym na zwiększenie skuteczności realizowanych IPI byłoby powołanie asystentów międzykulturowych towarzyszących cudzoziemcom, odpowiednio przygotowanych do pracy z cudzoziemcami, których zadania byłyby podobne do tych realizowanych przez asystentów rodziny przy ośrodkach pomocowych. Ich zadaniem byłoby angażować cudzoziemca w życie społeczne, ułatwiać komunikację z instytucjami publicznymi, wspierać w codziennych działaniach.

Przechodząc do szczegółowych kwestii związanych z funkcjonowaniem IPI możemy powiedzieć, że postrzeganie funkcjonowania programu i kwestii problemowych z nim związanych jest zbieżne dla wszystkich zaangażowanych instytucji.

Pierwszą kwestią z tym związaną jest dostęp do mieszkań. Cudzoziemiec, który otrzymuje status ochrony międzynarodowej musi opuścić ośrodek pobytowy dla cudzoziemców i znaleźć mieszkanie. W większych miastach, w których rynek wynajmu mieszkań jest większy łatwiej o znalezienie lokum. Czasem uchodźcy mogą także skorzystać z miejskich zasobów mieszkań komunalnych lub socjalnych. O wiele trudniej jest w mniejszych miejscowościach, w których gminy czasem w ogóle nie dysponują takimi zasobami lokalowymi. Z kolei w przypadku wynajęcia mieszkania na rynku komercyjnym, cudzoziemiec, przede wszystkim, musi zmierzyć się z trudnością znalezienia mieszkania, zdobycia zaufania najemcy i często wysokim kosztem utrzymania mieszkania.

Kolejną problematyczną kwestią jest nauka języka polskiego, która w trakcie realizacji IPI jest obowiązkowa, za którą cudzoziemiec musi sam zapłacić. Dofinansowanie otrzymywane w ramach programu nie jest wystarczające, aby się utrzymać i dodatkowo opłacić lekcje języka. Z kolei podjęcie pracy przez cudzoziemca często koliduje z uczęszczaniem na zajęcia. W tym przypadku znowu brakuje rozwiązań systemowych wskazujących, gdzie, jak i za jaką stawkę uczyć języka. Pomocne są po raz kolejny projekty realizowane przez organizacje pozarządowe, które oferują cudzoziemcom naukę języka polskiego za darmo lub po bardzo niskich kosztach. Zdarzają się także przypadki wykorzystania zasiłków celowych przez instytucje. Takie rozwiązanie zastosował na przykład MOPR w Toruniu.

Problemem była nauka języka polskiego […]. Gdybyśmy chcieli zafundować tym ludziom szkołę językową, to oni dostaliby 50% tego, co mają, bo reszta poszłaby na naukę polskiego i nie mieliby z czego żyć. Tutaj widzimy kolizję, albo powinny być wydzielone ośrodki [szkoły językowe — przyp. autora], albo wydzielone środki [finansowe — przyp. autora].

Na ważność a jednocześnie nieskuteczność nauki języka polskiego w ramach IPI wskazują sami cudzoziemcy:

Powiem teraz o całym programie integracyjnym, o tym systemie. Wystarczy jedno słowo — jest zły. To dlatego, że głównym problemem w Polsce, ale i na całym świecie, jest język. Ten program wymagał od nas nauki języka na własną rękę. Musimy płacić, żeby nauczyć się polskiego. Dostajemy pieniądze, ok. 3500 zł miesięcznie, ale musimy płacić za szkołę.

W rozmowach z przedstawicielami różnych instytucji pojawia się również kwestia sankcji za niedotrzymywanie postanowień IPI, szczególnie w obszarze nauki języka polskiego, który jest podstawą dalszej integracji ze społecznością choćby poprzez zdobycie pracy. Formułowane są propozycje dostosowywania wysokości świadczeń do poziomu zaawansowania znajomości języka bądź możliwość wydłużenia programu, a co za tym idzie, również wsparcia finansowego, w przypadku wykazywania postępów w opanowywaniu języka i ogólnie rozumianej integracji ze społecznością.

Oczywiście są za krótkie [IPI — dopisek autora], zbyt mało intensywne, jeśli chodzi o naukę języka. No i oczywiście powinny być sankcje. […] Przy konstrukcji pomysłu, co dalej zrobić z tą integracją, plan jest taki, że wprowadzamy półtora roku obligatoryjny program nauki języka. Jeżeli ktoś będzie wykazywał postępy i działania zbliżające do tego, żeby się zintegrować, będzie się uczył i tak dalej, to wtedy przedłużenie o kolejne 18 miesięcy, czyli do trzech lat.

W Norwegii wprowadzono rozwiązanie, że cudzoziemiec nie może starać się o pracę jeżeli nie zda egzaminu ze znajomości języka. W Niemczech postępy w nauce również mierzone są egzaminami.

Kolejną bardzo istotną kwestią wymagającą poprawy w IPI są mechanizmy i narzędzia poszukiwania pracy przez uchodźców. IPI nakłada na uchodźcę obowiązek zarejestrowania się w urzędzie pracy, jednak nie przewiduje żadnych dodatkowych działań mających pomóc cudzoziemcy w odnalezieniu się na rynku pracy.

Urząd pracy powinien bardziej pomagać uchodźcom. Powinien rozmawiać o edukacji, doświadczeniu, dyplomie i pomóc w znalezieniu pracy w zawodzie.

Polityka integracji powinna dążyć do usamodzielniania się osób, którym udzielana jest pomoc. Ta samodzielność jest niemożliwa bez pracy, zarabiania pieniędzy i co za tym idzie możliwości samodzielnego utrzymania się. Osoby realizujące IPI wskazują pracę i umiejętność posługiwania się językiem jako dwie najważniejsze kwestie pozwalające samodzielnie funkcjonować w społeczności. Jednocześnie kładą nacisk na potrzebę większej pomocy w znajdowaniu pracy poprzez pokazanie jak jej szukać, doszkalanie, informowanie o rynku pracy, kursy zawodowe, czy wyposażanie w podstawowe umiejętności, np. pisanie CV. Tak o swoich potrzebach mówią cudzoziemcy oczekujący na nadanie statusu uchodźcy w Polsce:

My nie chcemy socjalnego, niczego, tylko pozwolenie na przebywanie i pomóżcie tylko na początku. Dajcie mi pracę, nie chcę dobrej pracy, dajcie mi miotłę i pójdę sprzątać na ulicę. Tak, abym mógł nakarmić rodzinę. Gdy ja sam nauczę się języka, poznam państwo, zobaczę co mogę tu robić to będę sam szukał. My jesteśmy dorosłymi ludźmi, nie trzeba na nas wkładać pieniędzy. Jesteśmy gotowi tu pracować. Jeżeli Polsce jesteśmy potrzebni…

Przedstawiciele badanych instytucji nie mają wątpliwości co do zasadności funkcjonowania takich programów jak IPI. Są również przekonani o konieczności i słuszności udzielenia większego wsparcia uchodźcom, którzy chociażby ze względu na brak swobody w komunikowaniu się i nieznajomość lokalnego systemu są do takiej pomocy uprawnieni. Do efektywnego świadczenia pomocy cudzoziemcom potrzebne są jednak konkretne narzędzia finansowe i rozwiązania systemowe.

Schemat 4. Rekomendacje dotyczące zmian w zakresie IPI.

12

Źródło: opracowanie własne

Kilka lat realizacji Indywidualnych Programów Integracji przez instytucje pomocowe pozwoliło na wypracowanie konkretnych rekomendacji, które w realny sposób mogą wpłynąć na jakość świadczenia pomocy uchodźcom i pracy samych pracowników instytucji pomocowych.

Szkoła jako obszar integracji

Edukacja dzieci osób starających się o uzyskanie ochrony międzynarodowej w polskich szkołach publicznych, w klasach mieszanych jest jednym z najważniejszych i zarazem najbardziej efektywnym narzędziem integracji cudzoziemców. Szkoła jest miejscem, gdzie dzieci cudzoziemskie uczą się języka i zdobywają wiedzę z określonych przedmiotów oraz, przede wszystkim, integrują się ze środowiskiem i nabywają kompetencji kulturowych.

Zdecydowana większość badanych cudzoziemców ma dzieci uczęszczające do szkoły.

Wykres 11. Czy ma Pan/Pani dzieci, które chodzą do szkoły? (N = 45, brak danych = 2).

13

Źródło: badania własne

Osoby mieszkające w ośrodku dla cudzoziemców w Grupie wnioskujące o ochronę w Polsce w większości przypadków pochodzą z rodzin wielodzietnych.

Wykres 12. Liczba dzieci badanych (N = 45, brak danych = 8).

14

Źródło: badania własne

Obecność rodzin cudzoziemskich w życiu badanych przez nas szkół daje duży potencjał integracyjny. Kluczowe jest jednak wypracowanie mechanizmów włączających nie tylko dzieci, ale także rodziców do życia szkoły, poprzez zwiększenie poziomu zaangażowania w edukację dzieci, uczestnictwo w wydarzeniach edukacyjnych i kulturalnych organizowanych przez szkołę.

Szkoły to instytucje, które w systemie integracji cudzoziemców najczęściej stawiane są w sytuacji faktów dokonanych, szczególnie te, które funkcjonują w pobliżu ośrodków pobytowych dla cudzoziemców. Nierzadko zdarza się, że rano do szkoły przychodzi grupa kilku czy kilkunastu dzieci cudzoziemskich, a za kilka miesięcy po prostu wyjeżdżają. Jak radzą sobie szkoły w takich sytuacjach? Poszukują informacji na zewnątrz, ponieważ w systemie edukacji trudno o znalezienie instytucji, która służyłaby wsparciem w obszarze pracy z cudzoziemcami.

Na samym początku skorzystaliśmy z doświadczeń szkoły w Niemcach, w woj. lubelskim. Po prostu w Internecie wyszukałem, że ta szkoła ma takie dzieci i wiele rozwiązań, które ta szkoła wypracowała też na bazie doświadczeń innych, tak to działa. Skorzystaliśmy z ich doświadczenia, żeby nie odkrywać Ameryki na nowo. Wiadomo, że musieliśmy to dostosować do naszych warunków.

Wsparcie, które najczęściej świadczone jest dzieciom cudzoziemskim w polskich szkołach, to lekcje języka polskiego jako obcego, zajęcia wyrównawcze oraz obecność i pomoc asystenta międzykulturowego, który z jednej strony pełni rolę tłumacza, ale również pomaga odnaleźć się dzieciom w społeczności szkolnej. Czy ta pomoc jest wystarczająca? Obawiamy się, że nie znajdziemy szkół, które twierdząco odpowiedzą na to pytanie. Asystenci międzykulturowi często zatrudniani są na cząstkowe etaty, z tego względu nie mogą pomóc każdemu adekwatnie do jego potrzeb.

Eksperci sugerują, że pakiety pomocowe dla szkół powinny być kierowane centralnie. W systemie edukacji dzieci cudzoziemskich wielu z nich opowiada się za zmianami systemowymi, w ramach których, wzorem krajów zachodnich, w pierwszym okresie pobytu w szkole powinny być tworzone grupy adaptacyjne, mające lekcje tylko z nauki języka polskiego i zajęcia integracyjne.

Funkcjonują pomocnicy jak gdyby tych dzieci, którzy przede wszystkim ułatwiają im poznanie szkoły, zaaklimatyzowanie się w szkole. No i te pierwsze momenty nauki. Teraz na przykład potrzebni są znowu tłumacze, którzy pomogą zwłaszcza na lekcjach biologii, chemii, fizyki, geografii. […] Szkoła wystąpiła o dodatkowy etat, bo wiadomo, że te dzieci sobie z tym nie radzą, nawet jeżeli troszeczkę mówią po polsku, czy zaczynają mówić, to tak specjalistycznego języka tak szybko nie opanują.

Wprowadzenie pewnych systemowych zmian rozważa także Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Zakłada między innymi zatrudnienie obowiązkowych asystentów międzykulturowych w szkołach, do których uczęszcza minimum pięcioro uczniów cudzoziemskich. Dla uczniów, którzy nie znają w ogóle języka, proponowana jest możliwość uczenia się przez pewien okres wyłącznie języka polskiego i zajęcia integracyjne z innymi dziećmi. Ministerstwo postuluje również wyznaczenie instytucji, która wspierałaby szkoły i pomagała w rozwiązywaniu problemów w pracy z cudzoziemcami. Obecnie instytucją, która jest odpowiedzialna w pewnym zakresie za pomoc szkołom z uczniami ubiegającymi się o nadanie statusu uchodźcy jest Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Urząd do Spraw Cudzoziemców. Organy te pomagają w zakresie proceduralnym i przeznaczają pewne środki finansowe, np. na podręczniki i wyprawkę szkolną dla dzieci będących w procedurze o uzyskanie statusu ochrony międzynarodowej (UdSC).

Brakuje natomiast wsparcia instytucjonalnego ze strony organów odpowiedzialnych za edukację, polegającego na prowadzeniu działań monitorujących sytuację szkół, zbierających zapotrzebowanie i wpływających na realizację zdiagnozowanych potrzeb. Obecnie dochodzi do paradoksów wynikających chociażby z kontroli kuratoriów, które nie uwzględniają dzieci cudzoziemskich jako czynnika, który wpływa na funkcjonowanie i wyniki szkoły. Często doprowadza to do tego, że dyrektorzy szkół zmuszani są do pisania planów naprawczych, których i tak nie będą w stanie zrealizować. Niewielu dostrzega wartości społeczne, które niosą ze sobą szkoły wielokulturowe. Rezultaty te są trudno mierzalne i wydaje się, że nasz system edukacji nie potrafi jeszcze dostrzec, mierzyć i wykorzystać tego potencjału.

Mamy na przykład wyniki egzaminów zewnętrznych po klasie 6, czy po gimnazjum. One są wrzucane do jednego worka razem z wynikami dzieci z rodzin uchodźców, a one ze względu na nieznajomość języka piszą znacznie gorzej te egzaminy. I teoretycznie można odnieść wrażenie, że nasze szkoły w tej klasyfikacji wypadają słabiej, niż inne.

Mamy więc do czynienia z problemem systemowym. Szkoły muszą dobrze wypadać we wszelkiego typu statystykach, a te zaniżane są przez dzieci uchodźcze i cudzoziemskie.

Szkoły wielokulturowe wskazują na kilka podstawowych kwestii, które usprawniłyby ich pracę. Przede wszystkim zapewnienie asystentów międzykulturowych w pełnych wymiarach godzin, którzy będą dostępni w każdej klasie, w której uczą się dzieci cudzoziemskie. Wsparcie systemowe w postaci szkoleń, przyjęcia innych kryteriów oceniania szkół, wprowadzenie rozwiązań systemowych ukierunkowanych na dzieci cudzoziemskie, np. możliwość korzystania ze słowników języka polskiego w trakcie testów szóstoklasisty czy gimnazjalnych, wprowadzenie klas adaptacyjnych z nauczaniem języka polskiego.

Szkoły są często najlepszym, ale też nierzadko jedynym, potencjalnym punktem integracji, nie tylko dzieci między sobą, ale także rodziców. Szkoły często podejmują działania włączające rodziców w środowisko szkolne. Przede wszystkim jednak, jak podkreślają, traktują rodziców dzieci cudzoziemskich na równi z rodzicami dzieci polskich. Włączanie rodziców cudzoziemców w uroczystości szkolne, uczestnictwo w zebraniach, a nawet działalność w radzie rodziców to przykłady włączania w społeczność. W szkołach rolę takiego naturalnego łącznika między rodzicami pełnią zazwyczaj asystenci międzykulturowi. W krajach zachodnich rozwiązanie to jako dobra praktyka wielu szkół jest rozwinięte w ten sposób, że takimi „łącznikami” są rodzice cudzoziemcy, którzy już jakiś czas mieszkają w danym kraju, są zintegrowani ze społecznością. Ich zadaniem jest wprowadzenie nowych rodzin w społeczność szkolną i miejscowości.

Do pracy z dziećmi cudzoziemskimi jest potrzebna wiedza. Nieocenioną rolę w tym zakresie pełnią organizacje pozarządowe, które często współpracują właśnie z tymi jednostkami.

Dopiero Polska Akcja Humanitarna się nami zajęła. Tak naprawdę szkoła była pierwszą instytucją, która się zetknęła z tymi osobami. Dopiero później kolejne instytucje typu policja, urząd gminy… Natomiast to była jedyna instytucja, która rzeczywiście się nami zajęła, aby nas wesprzeć. Bo jedynie my sami szukaliśmy wsparcia innych szkół w Polsce. Szkolono nas na przykład w Warszawie, sukcesywnie wszystkich nauczycieli, w tym jeden moduł szkolenia był poświęcony różnicom kulturowym.

Często same szkoły, które mają już jakieś doświadczenie, stają się ekspertami i służą wsparciem tym, którzy dopiero zaczynają pracę z dziećmi cudzoziemskimi. Nawet kuratoria odpowiadając na pytania szkół czy organizując konferencje, angażują szkoły z doświadczeniem w pracy z dziećmi cudzoziemskimi w charakterze ekspertów, dobrych praktyków.

Czy samym cudzoziemcom odpowiada system nauczania ich dzieci w Polsce? Generalnie możemy powiedzieć, że tak. Rodzice zauważają jednak, że wsparcie szczególnie w zakresie nauczania języka polskiego nie jest rozłożone równomiernie, bardziej dba się o młodsze dzieci niż o starsze.

W ogóle mi się podoba tutejszy program kształcenia. Nie hamuje, a na odwrót rozwija dzieci i im pomaga. Jest bardzo dobrze. Jest tylko jeden problem. Mój starszy syn, ten który jest w drugiej klasie ma duże problemy z językiem i przez to ma zaległości. Mała, ta która poszła do pierwszej klasy uczy się języka i jest jej znacznie łatwiej.

Znając jednak uwarunkowania funkcjonowania asystentów w szkołach wiemy, że zapewnienie równego wsparcia jest prawie niemożliwe.

Duże znaczenie w podejściu dzieci cudzoziemskich do nauki i do nauczania samego języka polskiego ma postawa ich rodziców. Plany pozostania w Polsce w dużej mierze przekładają się na motywacje dzieci do nauki oraz, w pewnym wymiarze, na szybkość uczenia się języka polskiego.

Wiemy, że w przypadku pracy z cudzoziemcami bardzo wiele zależy od nastawienia, zaangażowania obu stron i wypracowanych relacji. Szkoły często próbują wychodzić naprzeciw uczniom cudzoziemskim, podejmują działania, które polegają na przetłumaczeniu regulaminu szkoły na język obcy, wprowadzają kodeksy równego traktowania.

Na pewno pani pedagog tutaj pewne rzeczy uzupełnia, bo wprowadzaliśmy jako Zespół ds. Tolerancji kodeks równego traktowania i pewne rzeczy zostały uregulowane. Rzeczy, które dla nas wydawały się bardzo normalne, a jednak wymagały wyjaśnienia. Przeprowadzaliśmy też ankiety, jak się uczniowie czują […], jak rodzice na to patrzą, jak dzieci na to patrzą.

Takie inicjatywy z pewnością ułatwiają wejście dziecka w nową sytuację. Placówki oświatowe w zakresie integracji cudzoziemców robią bardzo dużo, ale pomoc ta wciąż nie jest wystarczająca.

Czynniki wpływające na integrację cudzoziemców i uchodźców na poziomie społeczności lokalnych

Powodzenie działań skierowanych na włączenie uchodźców do społeczeństwa przyjmującego, zależy nie tylko od rozwiązań systemowych czy instytucjonalnych, o których wspominaliśmy do tej pory. Istotna jest nie tylko efektywność narzędzi integracyjnych i przygotowanie instytucji publicznych do pracy z cudzoziemcami, ale także czynniki społeczne. Nawet najbardziej efektywny system integracyjny nie będzie wystarczająco skuteczny jeśli pojawiające się bariery (które są naturalne dla społeczności lokalnych budujących swoją tożsamość w opozycji do świata zewnętrznego) nie zostaną w porę zauważone, zdefiniowane i zniwelowane. Integracja jest procesem dwustronnym, dlatego pod uwagę należy wziąć także możliwości recepcyjne i postawy społeczeństwa przyjmującego. W przypadku uchodźców z odmiennych obszarów kulturowych, mamy do czynienia z zetknięciem się różnych norm kulturowych, innych sposobów budowania więzi społecznych, odgrywania ról społecznych — w tym także ról płciowych, nie wspominając nawet o podstawowej barierze jaką jest znajomość języka i dzięki temu możliwości sprawnego komunikowania się i poruszania w rzeczywistości społecznej. Powodzenie procesu integracji zależy zarówno od pracy z uchodźcami, ale równocześnie od pracy ze społeczeństwem przyjmującym, w tym szczególnie społecznością lokalną, w której uchodźcy zamieszkują. Często planując mechanizmy integracji musimy się zmierzyć z nieufnością, czy wręcz wrogością, społeczności operującej stereotypowymi wyobrażeniami na temat uchodźców. Perspektywa przyjęcia uchodźców lub cudzoziemców budzi wśród mieszkańców wiele obaw. Wyraźnie widać, że społeczności lokalne są bardziej przychylne przyjmowaniu osób, które są bliższe kulturze polskiej — Ukraińców, Białorusinów.

Nie ma jakiś większych tarć i konfliktów między mieszkańcami Grupy, a mieszkańcami ośrodka. Jednak są obawy związane z relokacją Syryjczyków. I tutaj mieszkańcy pytają nas bardzo często, czy tacy uchodźcy z Syrii bądź innych krajów muzułmańskich pojawią się. Jest to związane z nastrojami obecnie panującymi w Europie i z atakami terrorystycznymi. To wynika może nie z samej niechęci wobec uchodźców, tylko po prostu boją się konkretnych zachowań ze strony uchodźców i to jest jakby spowodowane tymi wszystkimi wydarzeniami po atakach we Francji. Można zauważyć taką niechęć ze strony mieszkańców Grupy, że oni przyzwyczaili się już tutaj do uchodźców z Bloku Wschodniego, którzy cały czas tutaj w zasadzie mieszkają, ale boją się uchodźców z Syrii.

Jest kilka kwestii, które mogą wpłynąć na relacje pomiędzy społecznością lokalną a cudzoziemcami mieszkającymi w lokalnej wspólnocie, np. w ośrodku pobytowym. Pierwsza dotyczy inicjowania dialogu pomiędzy tymi grupami oraz edukowania na temat uchodźstwa, kultur krajów pochodzenia uchodźców czy cudzoziemców. Ma to ogromne znaczenie zarówno na poziomie lokalnym, jak i na poziomie społeczeństwa przyjmującego. Edukacja i zrozumienie zjawisk migracyjnych w pewnym stopniu pozwala na zmniejszenie podziałów, zmienia nastawienie, burzy stereotypy i uprzedzenia. Dostrzegają ten problem zarówno przedstawiciele organizacji pozarządowych pracujących z uchodźcami:

Są różnice kulturowe, których my nie znamy, oni nie znają. Jasne, że są z tego powodu jakieś problemy i konflikty, ale to nie są poważne sprawy. Może warto żebyśmy się uczyli tych innych kultur.

jak i przedstawiciele społeczności lokalnych mających kontakt z odmiennością kulturową i narodową:

No wytłumaczyć ludziom, że to jest grupa takich osób, kim oni są, co będą robić. Dzieci będą chodzić do szkoły, ci ludzie będą mieli przez taki i taki czas pieniądze, potem będą musieli pracować sami. Ja nie wiem w jaki sposób to zrobić. Pewnie przez media, pewnie przez szkołę, jakieś kampanie społeczne, które dokładnie to wyjaśnią.

Kolejną istotną kwestią jest autorytet władz lokalnych i poziom ich gotowości do przyjęcia i integracji cudzoziemców. W społecznościach lokalnych, w których władze cieszą się większym zaufaniem społecznym podejmowanie decyzji dotyczących przyjmowania cudzoziemców jest często łatwiejsze. Oznacza ona przede wszystkim gotowość polityczną władz do podjęcia wyzwania w obszarze integracji cudzoziemców. Mieszkańcy muszą być przekonani, że lokalne instytucje są przygotowane do pracy z osobami odmiennymi kulturowo. Autorytet władzy daje też pewną legitymizację do działań podejmowanych przez lokalne instytucje lub liderów społecznych, które mogą przyczynić się do zwiększenia skuteczności systemu integracji.

Przykład Gdańska pokazuje, że to ma znaczenie. W Gdańsku funkcjonuje pewna grupa złożona z urzędników, przedstawicieli organizacji pozarządowych i przedstawicieli samych imigrantów. Grupa, która ma zajmować się tematem integracji imigrantów czy uchodźców w Gdańsku […], wypracowaniem pewnych rozwiązań, które będą służyć zarówno migrantom, jak i samemu miastu […]. Myślę, że tutaj ta rola liderów, szczególnie kiedy urzędy centralne nie są za bardzo skłonne, by pełnić wiodącą rolę, jest bardzo ważna w tej sytuacji.

Należy rozważyć jak prowadzić pracę integracyjną. Często podejmowane są w tym obszarze działania kulturowe, podczas których w pewnym sensie prezentowane są zwyczaje i kultura cudzoziemców i uchodźców, mające znaczenie szczególnie na początku drogi integracyjnej. Mieszkańcy badanej społeczności Grupy, szczególnie na początku funkcjonowania ośrodka, z zaangażowaniem podchodzili do tego typu inicjatyw. Podobnie jak sami mieszkańcy ośrodka dla cudzoziemców.

Drugi pozytywny czynnik to chociażby zwyczaj organizowania przez Ośrodek dla Uchodźców tak zwanych „drzwi otwartych”. To mi się bardzo podoba, bo wtedy mamy okazję poznać ich kulturę, ich obyczaje. Oni mają swoje stroje ludowe, prezentują nam tańce kaukaskie w czasie „drzwi otwartych”. Mamy okazję posmakować ich wyrobów tradycyjnych, ciast i nie tylko… więc na pewno jest to jakaś wymiana kulturowa.

Trzeba natomiast uważać, aby tego typu działania nie zastąpiły realnej integracji. Ich skuteczność jest również ograniczona dużą rotacją mieszkańców ośrodków pobytowych i niskim poziomem włączania się cudzoziemców w organizowane wydarzenia.

Wykres 13. Czy uczestniczył/a Pan/Pani w wydarzeniach, spotkaniach, festynach organizowanych dla mieszkańców ośrodka przez Polską Akcję Humanitarną (PAH)? (N = 45, brak danych = 2).

15

Źródło: badania własne

Z drugiej jednak strony większość cudzoziemców mieszkających w ośrodku pobytowym w Grupie deklarowała potrzebę uczestnictwa w tego typu wydarzeniach organizowanych dotychczas przez Polską Akcję Humanitarną.

Wykres 14. Czy chciałby/aby Pan/Pani, żeby takie wydarzenia, spotkania, festyny organizowane przez PAH nadal się odbywały? (N = 45, brak danych = 1).

16

Źródło: badania własne

Chcąc myśleć o skutecznej integracji, trzeba stworzyć warunki do realnej współpracy cudzoziemców i pozostałych mieszkańców. Włączać stopniowo w mechanizmy funkcjonowania lokalnej wspólnoty, podejmowania decyzji, wspólnego działania na rzecz lokalnego środowiska. Budowanie poczucia wspólnotowości nie może ograniczać się jedynie do pokazywania tradycji kulturowych, które mogą ze sobą współegzystować i korespondować, nadal będzie to oswajanie z pewną odmiennością. To działania bezpośrednio dotyczące mieszkańców i ich życia, oparte na naturalnych relacjach społecznych, wynikające z funkcjonowania w tej samej społeczności oraz dzielenia przestrzeni są katalizatorem powstawania relacji społecznych, niearanżowania spotkania kultur. Ocena relacji ze społecznością lokalną w badaniu cudzoziemców przebywających w ośrodku w Grupie wypada dość pozytywnie. Na szczególną uwagę zasługuje fakt, iż ośrodek dla cudzoziemców zlokalizowany jest w bezpośrednim sąsiedztwie — obszary styczności obejmują nie tylko szkołę, jak ma to miejsce na przykład w Podkowie Leśnej, ale również przestrzeń publiczną miejscowości.

Pomimo tego część cudzoziemców przebywających w ośrodku w Grupie ma ograniczony kontakt ze mieszkańcami.

Wykres 15. Jak często ma Pan/Pani kontakt z mieszkańcami Grupy (w której znajduje się ośrodek)? (N = 45, brak danych = 1).

17

Źródło: badania własne

Kontakty przez większość mieszkańców ośrodka pobytowego są odbierane jako pozytywne, niebudzące negatywnych uczuć wśród cudzoziemców starających się o uzyskanie ochrony międzynarodowej.

Wykres 16. Czy czuje się Pan/Pani nieswojo w kontaktach z mieszkańcami Grupy (w której znajduje się ośrodek)? (N = 45, brak danych = 1).

18

Źródło: badania własne

Kontakty z mieszkańcami Grupy cudzoziemcy w większości określają jako neutralne lub pozytywne. W kontekście głębokiej polaryzacji polskiego społeczeństwa w kwestii przyjmowania uchodźców i radykalizacji nastrojów społecznych, taki wynik uznać należy za pozytywny. Podobnie cudzoziemcy oceniają polskie społeczeństwo: dominuje ocena neutralna i pozytywna.

Wykres 17. Jak ocenia Pan/Pani kontakty pomiędzy uchodźcami a mieszkańcami Grupy (w której znajduje się ośrodek)? (N = 45, brak danych = 1).

19

Źródło: badania własne

Wykres 18. Jak ogólnie ocenia Pan/Pani nastawienie Polaków do uchodźców? (N = 45, brak danych = 2).

20

Źródło: badania własne

Pomimo bardzo negatywnego dyskursu na temat uchodźców w Polsce, ataków słownych i fizycznych skierowanych do ogólnej kategorii cudzoziemców, ocena Polaków jest pozytywna. Większość badanych stwierdza, iż możliwe jest zaprzyjaźnienie się z Polakiem.

Wykres 19. Czy Pana/Pani zdaniem możliwe jest zaprzyjaźnienie się z Polakiem? (N = 45, brak danych = 1),

21

Źródło: badania własne

Integracja rozumiana jako tworzenie przestrzeni do budowania relacji, praca nad podziałami kulturowymi, językowymi a nawet przestrzennymi, które mają szczególne znaczenie w przypadku wyznaczania i zajmowania przestrzeni przez ośrodki pobytowe dla cudzoziemców jest kierunkiem do budowania wspólnotowości.

Sprawa jest tego rodzaju, że na przykład mamy swój plac zabaw, ale ten plac zabaw jest dla wszystkich, dla nich też, ale oni mają też swój plac zabaw. I oni nie korzystają z tego swojego placu zabaw, tylko przychodzą na nasz plac zabaw, a nasi nie mogą skorzystać z tamtego placu zabaw. Ja mówię: „Dlaczego nie możecie? Idźcie na dyżurkę, na pewno zezwolą wam skorzystać.” Nikt się nie odważy iść, bo jest płot, a za płotem już są inne prawa.

Tworzenie podziałów w przestrzeni publicznej, wytyczanie obszarów wskazujących na różnicowanie: nasze wasze, pogłębia istniejące różnice. Często wzmacnia w mieszkańcach poczucie subiektywnej deprywacji, nierzadko generując konflikty.

Integracja cudzoziemców to w pewnym sensie praca polegająca na likwidowaniu mitów, stereotypów, uprzedzeń i lęków narosłych wokół tego zjawiska. Pojawiające się obawy dotyczą różnych sfer i różnorodna jest ich geneza. Część lęków ma charakter ekonomiczny i sprowadza się do obaw związanych z zabieraniem przez uchodźców i cudzoziemców miejsc pracy polskim obywatelom bądź dostępnej puli zasiłków.

Jeden z głównych konfliktów to „bo oni zabierają nam pracę”. I teraz to jest taki punkt zapalny, tak jak Polacy pojechali do UK czy Francji, bunty itd., bo oni zabierają pracę. Tylko to praca, której przeciętny Brytyjczyk czy Francuz nie chce wykonywać, Polak weźmie. Podobnie z obywatelami Ukrainy, to są stawki takie, że Polacy powiedzą „nie”, bo nie są w stanie wyżyć. Oczywiście nasz rynek jest chroniony, gdzie jest wyraźny zapis, że jak wyczerpie się oferta, nie ma wśród Polaków chętnych, to wtedy można dopiero przyjąć obcokrajowca.

Wydaje się jednak, że geneza konfliktów pojawiających się na styku uchodźcy mieszkańcy na poziomie lokalnych społeczności to przede wszystkim różnice kulturowe, z istnienia których wiele osób niemających kontaktów z cudzoziemcami nie jest świadoma. Istotna jest umiejętność zarządzania konfliktem. Między innymi to organizacje pozarządowe działające w lokalnych społecznościach, gdzie zlokalizowane są ośrodki pobytowe, zdaniem wielu badanych odgrywają skuteczną rolę mediatora.

W takim ośrodku jest co najmniej pięć różnych grup interesu: UdSC, administracja jako podmiot prowadzący ośrodek, sami cudzoziemcy i jeszcze w ramach samych mieszkańców kilka grup różnych. Organizacja pozarządowa, która wchodzi z działaniami, gdzieś tam pośrednio również szkoła, czy samorządowe instytucje. Każdy ciągnie w swoją stronę i ciężko to wszystko pogodzić i myślę, że taka rola mediacyjna powinna gdzieś spadać na organizacje, pod warunkiem, że stworzy się im w miarę stabilne warunki finansowania.

Dzięki wspólnym działaniom Polskiej Akcji Humanitarnej działającej w ośrodku w Grupie, Urzędowi do Spraw Cudzoziemców oraz przede wszystkim zdeklarowanej i jasnej postawie władz lokalnych pojawiające się sytuacje konfliktowe były skutecznie wygaszane. W tego typu przypadkach rola władz lokalnych a przede wszystkim wójta/burmistrza/prezydenta miasta czy gminy jest bardzo ważna.

Bo tak to wygląda, a życzeniowo powinno być tak, że jako że te osoby mają autorytet, to kiedy burmistrz coś klepnie, to idzie to w dół. Jeżeli burmistrz zgodzi się, żeby w szkołach były zajęcia dla uchodźców, to wszystkie szkoły zrobią, czy się dyrektorowi to podoba, czy nie. A nawet więcej — jeżeli są to dyrektorzy, którzy się wahali, to mają zielone światło. I burmistrz nie musi już z tym nic więcej robić, nie musi się interesować, cokolwiek się dzieje na niższym szczeblu, ale jest zielone światło, wszyscy są zadowoleni, że nikt nie dostanie żadnej nagany.

Przypadek miejscowości Grotniki, w której od 2010 roku działa ośrodek pobytowy pokazuje szczególnie wyraźnie mechanizm eskalacji tego typu konfliktów. Tamtejsza wójt gminy, w rozwijającym się konflikcie wokół ośrodka dla cudzoziemców, zajęła stanowisko wspierające zwolenników zamknięcia ośrodka. To skutkowało dalszym rozwojem sporu.

Ciężko mówić o współpracy, w momencie kiedy się ma nieprzychylną nie tylko społeczność lokalną, tylko prezydentów, wójtów, czy burmistrzów, którzy nie dość, że nie kanalizują tych emocji i nie działają, żeby to gdzieś tam uspokoić, tylko też są częścią tej społeczności i razem z tą społecznością są za tym, żeby jak najszybciej tych uchodźców się pozbyć, że to jest jakiś mus konieczny.

Brak wsparcia samorządów lokalnych i społeczności lokalnych w budowaniu środowiska przyjaznego cudzoziemcom, czy ściślej uchodźcom, jest poważną barierą w procesie preintegracji i integracji. Zapobieganie konfliktom na poziomie lokalnym zależy przede wszystkim od przygotowania lokalnych instytucji i ścisłej współpracy między instytucjami, organizacjami i liderami społecznymi.

Należy jednak mieć na uwadze autonomiczność społeczności lokalnych, samorządność i podmiotowość. Są to z punktu widzenia poziomu lokalnego kwestie niezmiernie istotne, które podważa istniejąca obecnie procedura lokowania ośrodków pobytowych. Trafnie ten problem zauważa jeden z ekspertów biorących udział w badaniu:

Myślę że najważniejsze jest, żeby samorządy nie czuły, że z góry ktoś im narzuca pewne rzeczy, których oni nie rozumieją, nie do końca wiedzą, jak to robić, z czym to robić i dostają suchy przepis, mają go wdrażać.

Wydaje się zatem, iż podstawowym warunkiem efektywnego procesu budowania środowiska otwartego i przyjaznego cudzoziemcom jest postrzeganie społeczności lokalnej oraz samorządu lokalnego jako partnera i kluczowego podmiotu w procesie preintegracji i integracji cudzoziemców. Patrząc na dotychczasowe działania władz centralnych w tym obszarze nie jest to podejście dominujące.