03. Bo praca jest ważna

Żaneta Kopczyńska

Najpierw lata nauki, potem zdobywanie dyplomów dobrych uczelni, zbieranie doświadczeń i ugruntowywanie swojej pozycji zawodowej. W pewnym momencie wszystko pęka jak mydlana bańka — karierę przerywa wojna i konieczność ucieczki do bezpieczniejszego świata. A tam wszystko trzeba budować na nowo.

Ali Haj Obeid jest inżynierem elektryki, w branży przepracował 23 lata. Ostatnio swoim doświadczeniem i umiejętnościami dzielił się w syryjskim zakładzie telekomunikacyjnym. Jego żona w Damaszku przez ponad 20 lat pracowała jako dentystka. W jednej chwili musieli zejść z utartych już ścieżek zawodowych.

— W Polsce mieliśmy spędzić miesiąc wakacji latem. Kiedy tu przyjechaliśmy, to w Syrii zdarzyło się wiele złych wypadków. Więcej niż kiedy ją opuszczaliśmy, m.in. np. ataki chemiczne. Wiele osób wtedy ginęło, około 1500 dziennie — wspomina Ali. — Początkowo nie mieliśmy zamiaru tu zostać, ale musieliśmy. Wcześniej podróżowaliśmy do europejskich krajów. Byłem nawet raz w Polsce odwiedzić mojego brata — miałem więc ogólne pojęcie o tym kraju. Najpierw jednak pojechaliśmy do Szwecji, bo słyszeliśmy, że sa tam dobre warunki dla uchodźców. Byliśmy tam przez około półtora miesiąca, ale powiedziano nam tam, że skoro przyjechaliśmy z Polski, to musimy wrócić i tam ubiegać się o status uchodźcy.

Od tamtej pory minęły prawie trzy lata. Ali z żoną i czterema córkami próbują w Polsce odbudować swoje życie sprzed wyjazdu ze swojej ojczyzny. A nie jest to łatwe, zwłaszcza na polu zawodowym. Jak sam przyznaje, nikogo nie zainteresowały ich dyplomy i doświadczenie.

— Takie osoby, jak lekarze czy inżynierowie, muszą najpierw nauczyć się płynnie mówić po polsku. Później muszą zdać egzaminy na uniwersytecie — tłumaczy. — Mam 52 lata i nie ukrywam, że trudno jest mi się nauczyć nowego języka, ale próbuję. Myślę, że wystarczyłby mi rok, by opanować język na poziomie B1. Dzięki temu mógłbym znaleźć pracę odpowiadającą mojemu dyplomowi. Mojej żonie pewnie by to nie wystarczyło, ale gdyby miał lepszą pracę mógłbym zapłacić za kurs na wyższym poziomie.

Na razie Ali cieszy się, że w ogóle znalazł pracę. Co prawda poniżej swoich kwalifikacji — pracuje fizycznie po 10 godzin dziennie, ale ma poczucie, że nie siedzi bezczynnie i dba o materialny byt rodziny. W jej dostaniu pomógł przypadek i życzliwość współpasażera z pociągu.

— Poznaliśmy się na trasie do Warszawy. Przez cztery godziny rozmawialiśmy o Polsce, Syrii i pracy. Mój znajomy z pociągu dowiedział się, jakie mam wykształcenie i doświadczenie — szkoliłem się w wielu krajach, m.in. w Niemczech, Włoszech, Szwecji i Chinach. Powiedział, że muszę mieć pracę i mi pomógł.
Powrót do dawnych zawodów wydaje im się ogromnie trudny, ale nie niemożliwy. Dokładają wszelkich starań, by tak się właśnie stało, choć zdają sobie sprawę, że czeka ich jeszcze wiele pracy, samozaparcia i odrobiny szczęścia. Dbają także, by ich córki uczyły się języków — wszystko po to, aby miały w życiu łatwiej.

— Najmłodsza ma 8 lat, uczy się polskiego, następna ma 13 lat, też uczy się polskiego. Bardzo dobrze im idzie, mówią bardzo dobrze. Czytanie i pisanie trochę gorzej, ale z mówieniem naprawdę nie maja żadnych problemów — chwali. — Starsze córki, w klasie maturalnej, uczyły się w języku angielskim. Maturę także zdecydowały się zdawać w tym języku. Wydaje nam się, że będzie to dobre dla ich przyszłości.